<title_newspaper="Przekrój">
<title_article="'Podług alfabetu...'">
<author_1="Wiech">
<language="pl">
<style="press">
<year="1954">
<month="10">
<date="1954-10-03">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
— No i patrz pan panie Królik, za pierwsze potęgie w Europie żeśmy sie zostali. — Pod jakiem względem, o czem pan mówisz?— Jak to o czem mowie? To pan gazet nie czytasz, czy jak? — Rzecz jasna że nie czytam,jak wracam z pracy nigdy już ich w budce nie ma. Już nie wiem co robić, jak pragnę zdrowia. Kwiaty budkarce zaczełem przynosić, żeby mnie zostawiała gazetę to wiesz pan jak sie to skończyło? — No?— O mały figiel po mordzie od jej męża nie dostałem, bo myślał że do małżeńskiej harmonii zamierzam mu sie wmeldowac. — Jak tak, to musze pana uświadomić. Bez mała prawie całej Europie po uchu żeśmy nakładli. — Co pan mówisz? Jakiem sposobem? — Zwyczaj nem sposobem — w watowanych rękawiczkach. — W boksie znaczy sie. — No wiesz pan, ze to faktycznie pocieszające. Chociaż nie zanadto, do ręcznego wycisku nasze chłopaki zawsze duży glik mieli, weź pan takiego Kolkie, takiego Szymurę, a z więcej przestarzałych dzisiej już historycznych facetów, Pisarszczaka czy Majchrzyckiego — niejedną fangie Europie, a nawet Ameryce w swojem czasie zasunęli. Za to w innych tak zwanych sportowych gałęziach takie znowuż niemożebnie mocne nie jesteśmy. — Na przykład w czem? — Detalicznie nie wiem, bo sportem nałogowo sie nie zajmam, ale słyszałem że nie tak dawno jeszcze w takiej na przykład, mówmy, piłce nożnej, na prawo i lewo przyzwoite knoty żeśmy dostawali. Podobnież po jednem takiem przegranem meczu miedzy państwowem zebrali sie nasze sportowe derektorzy, usiedli przy butelce piwa i narzekają jeden przez drugiego: — Krewa panie szanowny, z naszem sportem, kto chce nie chce leje nasz jak w kaczy kuper.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
